Źródło: Gazeta Wyborcza, Częstochowa
Jest akt oskarżenia w trudnej i precedensowej sprawie psiego smalcu. Dwie mieszkanki Kłobucka staną przed sądem za zabijanie psów i wprowadzanie do obiegu produktu szkodliwego dla zdrowia i życia
Dochodzenie trwało ponad rok. Istniało zagrożenie, że zostanie umorzone. Prokuratura wykonała jednak ogrom pracy, by uratować sprawę: zleciła kilka opinii, przesłuchała wielu świadków, sięgnęła do prawa unijnego.
- Sprawa od początku była dla nas trudna dowodowo i precedensowa – przyznaje prokurator Romuald Basiński, rzecznik częstochowskiej prokuratury. – Ale udało się sporządzić akt oskarżenia. Lada moment wpłynie on do sądu.
Agata G. i jej matka, dwie mieszkanki kłobuckiej dzielnicy Brody-Malina, zasiądą na ławie oskarżonych za to, że zabijały psy – nieustaloną liczbę i wprowadzały do obiegu produkt szkodliwy dla zdrowia i życia.
W pierwszym przypadku chodzi o dręczenie i zabijanie zwierząt ze szczególnym okrucieństwem. Agata G. jako świadek zeznała, że wieszała psy na sznurku i dusiła na oczach innych. Jako podejrzana wycofała się z tego i nie przyznaje się do winy, podobnie jak jej matka. Kobiety twierdzą, że szczątki, które policja znalazła na posesji, to zwierzęta padłe, a nie zabite.
Oskarżone nie przyznają się także do wyrabiania tłuszczu z psów. Twierdzą, że robił to ich zmarły przed laty mąż i ojciec – Józef P. Był znany w okolicy, ponieważ był rakarzem, prowadził skup padłych zwierząt i wytwarzał futra. Mimo zleconych przez prokuraturę kilku ekspertyz naukowcy nie byli w stanie oszacować wieku smalcu. Prokuratura z oczywistych powodów musiała umorzyć wątek dotyczący zabijania zwierząt i wyrabiania z nich sadła przez Józefa P. Jego żona i córka odpowiedzą jednak za wprowadzanie do obiegu, czyli sprzedawanie, psiego smalcu w okresie od października 2006 roku do lutego 2009 roku. Prokuratura sięgnęła tutaj do przepisów unijnych i posłużyła się opinią biegłych z Instytutu Biotechnologii Przemysłu Rolno-Spożywczego.
- Pies w naszym kręgu kulturowym nie jest zwierzęciem hodowanym do celów spożywczych, a zatem nie podlega stałej kontroli weterynaryjnej – tłumaczy prokurator Basiński. – Poza tym tłuszcz był wytwarzany w warunkach odbiegających od wymogów sanitarnych. Dlatego mógł być szkodliwy dla zdrowia i życia. Nie ma znaczenia, że kupujący wiedzieli, co nabywają.
Matka Agaty G. przyznała, że po śmierci męża sprzedawała po 20-30 zł psie sadło, które on wytworzył. Jej córka odmówiła składania wyjaśnień w tym temacie. Nie przypomniała sobie także faktu, że w lutym ubiegłego roku sprzedała butelkę smalcu reklamowanego jako psi m.in. dziennikarzowi „Gazety”.
Prokuratura twierdzi, że sprawa miała wymiar edukacyjny nie tylko dla tej instytucji, ale i społeczeństwa.
- Musieliśmy się zmierzyć nie tylko z niehumanitarnym zabijaniem zwierząt, ale i całkiem dla nas nowym zjawiskiem – zabobonem lub medycyną ludową – mówi prokurator Basiński.
Z przebiegu sprawy zadowolona jest Renata Mizera, która przed rokiem kierowała częstochowskim oddziałem Fundacji For Animals. To ta organizacja złożyła doniesienie na policję.
- Doceniam ogrom pracy wykonanej przez prokuraturę, jej determinację i bardzo za to w imieniu krzywdzonych zwierząt dziękuję – mówi Mizera.
Przypomnijmy: w ubiegłym roku sympatyk Fundacji For Animals i dziennikarz „Gazety” podczas prowokacji kupili w kłobuckim gospodarstwie butelkę tłuszczu. Gospodarz i jego 37-letnia żona – jak się potem okazało Agata G. – reklamowali smalec jako psi, dobroczynnie działający na płuca. Organizacja złożyła doniesienie na policję. W pierwszych dniach sierpnia ubiegłego roku na podwórze kłobuckiego gospodarstwa weszli policja, członkowie Fundacji For Animals i lekarz weterynarii. Policjanci znaleźli butelki z tłuszczem nieznanego pochodzenia, kilkadziesiąt zamkniętych psów, psie szczątki koło żywych czworonogów, broń, zakrwawioną odzież, krew w wirówce. Za podwórkiem fotoreporter „Gazety” odkrył kości – najprawdopodobniej psie i końskie – ze śladami po siekierze, wrzucone w stertę gnoju i rozkładające się psy. Przesłuchiwana w charakterze świadka Agata G. przyznała, że na jej podwórzu mordowano psy i robiono z nich smalec. Kilka dni po wizycie w gospodarstwie policjanci zatrzymali kobietę i postawili jej zarzut zabicia ze szczególnym okrucieństwem kilku psów. Kobieta zmieniła wcześniejsze zeznania i nie przyznała się do winy. W połowie września podobne zarzuty usłyszała jej matka. Prokuratura nie mogła włączyć do dowodów przyznania się do winy Agaty G., bo zeznawała wówczas w charakterze świadka, a nie podejrzanej. Prawo nie daje możliwości wykorzystania zeznań świadka przeciwko niemu.
Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa