Warto przeczytać

Myszków: Jedenastka do wzięcia! Wybierz przyjaciela

Utworzony 2011-08-13 w Warto przeczytać przez Jarek. Ostatnia modyfikacja: 2011-09-14.

Myszkowskie schronisko prowadzone przez miejską spółkę przestaje istnieć. Nadzór budowlany kazał je zamknąć, bo było samowolą budowlaną. Spór z miastem w tej sprawie rozstrzygnął się w sądzie administracyjnym na niekorzyść zwierząt. Budowlańcy rozebrali już boksy.

Artykuł z Gazety Wyborczej 08.08.2011          Przeczytaj

Myszków: Bezdomne psy czekają na schronisko

Utworzony 2011-07-12 w Warto przeczytać przez Jarek. Ostatnia modyfikacja: 2011-08-19.

Co zrobić z psami, które mieszkają w makabrycznych warunkach? Myszków wciąż nie rozwiązał problemu schroniska dla zwierząt, którego teoretycznie już nie ma.

Artykuł z Gazety Wyborczej 11.07.2011          Przeczytaj

GW Koty do eksmisji

Utworzony 2011-01-03 w Warto przeczytać przez florida_blue. Ostatnia modyfikacja: 2011-01-05.

Koty do eksmisji

Eliza Kwiatkowska

LINK DO ARTYKUŁU Gazeta Wyborcza Częstochowa 03.01.2011

To lokatorzy czy spółdzielnia? Kto w czasie mrozów zamyka kotom okienka do piwnic w śródmiejskich blokach?

Miłośnicy zwierząt apelują: podczas mrozów zapewnijmy czworonogom ciepły kąt, pomożemy im w ten sposób przetrwać zimę. Wezwania nie na wszystkich robią wrażenie. W kilku śródmiejskich blokach pozamykano ostatnio okienka do piwnic, gdzie mieszkały koty. – Zauważyłam to w okolicach ulic Jasnogórskiej, Lelewela i Zimorowicza – opowiada Czytelniczka. – Nie rozumiem, jak spółdzielnia może w ten sposób postępować. Przecież te zwierzęta, które zostały w środku, zginą z głodu, a te, które na zewnątrz – z zimna.

Śródmiejska Spółdzielnia Mieszkaniowa administrująca blokami w tym rejonie miasta zaprzecza, jakoby prowadziła akcję przeciwko kotom. – Okienka prawdopodobnie zamykają sami właściciele piwnic – tłumaczy Ryszard Brzeziński, kierownik osiedla Śródmieście. – My od dawna tego nie robimy. Rozumiemy, że trzeba pomagać zwierzętom w przetrwaniu zimy. Tym bardziej, że kotów jest coraz mniej: wyłapywane i sterylizowane, nie rozmnażają się już tak jak przed kilku laty. Jest jednak druga strona medalu. Należy zrozumieć właścicieli czy lokatorów mieszkań na parterze, że nie chcą, by piwnice były otwarte. Trudniej ogrzać mieszkanie nad wychłodzoną piwnicą, a każdy przecież jest rozliczany ze zużytego ciepła. My sami też apelujemy do miłośników zwierząt, by nie otwierali tych piwnic, w których rury z wodą są w pobliżu okienek. Woda szybko zamarza, zwłaszcza w nocy, i awaria gotowa. Uważam, ze można pogodzić te sprawy. Zachęcam miłośników zwierząt, by konsultowali z nami, które piwnice najrozsądniej otwierać bez szkody dla innych. 

O rozsądek apeluje też fundacja Elpis, która na zlecenie miasta wyłapuje i sterylizuje bezdomne koty: – Rozumiemy, że nikt nie chce mieć zimno w mieszkaniu, nie nawołujemy też do otwierania wszystkich okienek. Czasami wystarczy otworzyć jedno – choćby je tylko uchylić. Zwierzęta je znajdą. Najważniejsze, by bezmyślnie nie zamykać teraz tych piwnic, w których koty dotychczas mieszkały, bo to oznacza dla nich śmierć. 
Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa

Konkurencja sprzyja bezdomnym zwierzętom

Utworzony 2010-12-07 w Warto przeczytać przez florida_blue. Ostatnia modyfikacja: 2011-01-05.

Konkurencja sprzyja bezdomnym zwierzętom

Eliza Kwiatkowska
2010-12-07, ostatnia aktualizacja 2010-12-07 21:43

LINK DO ARTUKUŁU

Przełomowy moment w historii schroniska przy ul. Gilowej. Jest dwóch chętnych na jego prowadzenie. We wtorek minął termin składania ofert.

Przetarg został ogłoszony przez urząd miasta dwa miesiące temu. Jego zwycięzca poprowadzi schronisko dla bezdomnych zwierząt w nadchodzącym roku. Pierwszy raz zgłosił się więcej niż jeden oferent. – Wpłynęła oferta od częstochowskiego oddziału Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami oraz fundacji Elpis. Przetarg zostanie rozstrzygnięty w ciągu kilku dni – informuje Łukasz Stacherczak z biura prasowego urzędu miasta.

Oddział TOZ prowadzi przytułek przy ul. Gilowej od lat. Początkowo na podstawie umowy z miastem, potem pozwolenia prezesa Urzędu Zamówień Publicznych, a od trzech lat w wyniku przetargu.

Elpis – Nadzieja dla Zwierząt jest fundacją młodą, ale jej członkowie działali m.in. w Fundacji For Animals, która wykryła produkcję psiego smalcu w Kłobucku. Zajmują się też na zlecenie miasta sterylizacją bezdomnych kotów.

W projekcie miejskiego budżetu na przyszły rok zapisano na utrzymanie obiektu przy Gilowej 850 tys. zł. TOZ zaoferował w przetargu, że poprowadzi go za 800 tys. Konkurencja zaproponowała 750 tys. To i tak dużo więcej, niż schronisko dostawało dotychczas. Dwa lata temu było to 650 tys. zł, rok temu 600.

Nie tylko pod względem liczby oferentów tegoroczny  przetarg różni się od poprzednich. Ekipa, która objęła władzę w mieście po odwołaniu Tadeusza Wrony, postawiła prowadzącemu przytułek nowe wymagania. O wiele z nich od dawna postulowała „Gazeta”, m.in. o zmianę kryteriów oceny ofert przetargowych. Dotychczas jedynym była cena. Alarmowaliśmy, że to najgorsze z możliwych rozwiązań. Powoływaliśmy się m.in. na opinię Urzędu Zamówień Publicznych. Ten uznał, że gmina, która rozpisuje przetarg na prowadzenie schroniska i jako najważniejsze kryterium wskazuje cenę, nie wywiązuje się z obowiązku opieki nad bezdomnymi zwierzętami. Takie kryterium prowadzi bowiem do ich masowej eutanazji. Teraz oprócz ceny oferenci będą punktowani za programy: pozyskiwania pieniędzy spoza budżetu miasta, współpracy z wolontariuszami, adopcji zwierząt, akcji społecznych promujących wrażliwy stosunek dla zwierząt.

Inna zmiana: dotychczas miasto faworyzowało TOZ, żądając od oferenta doświadczenia w prowadzeniu schroniska w mieście powyżej 100 tys. mieszkańców. To wykluczało inne organizacje lub lecznice weterynaryjne, które z powodzeniem prowadzą przytułki dla zwierząt w innych miastach. Obecnie doświadczenie instytucjonalne zmieniono na personalne, ale i ograniczono skalę. Oferent musi dysponować osobami mającymi doświadczenie w opiece nad zwierzętami w placówkach, w których przebywało równocześnie pół setki zwierząt. Jest także zmiana w opiece weterynaryjnej – ma być całodobowa. W tym także dla dzikich zwierząt.

Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa

Psi smalec jednak w sądzie

Utworzony 2010-10-28 w Warto przeczytać przez florida_blue. Ostatnia modyfikacja: 2010-10-28.

Źródło: Gazeta Wyborcza, Częstochowa

Jest akt oskarżenia w trudnej i precedensowej sprawie psiego smalcu. Dwie mieszkanki Kłobucka staną przed sądem za zabijanie psów i wprowadzanie do obiegu produktu szkodliwego dla zdrowia i życia

Dochodzenie trwało ponad rok. Istniało zagrożenie, że zostanie umorzone. Prokuratura wykonała jednak ogrom pracy, by uratować sprawę: zleciła kilka opinii, przesłuchała wielu świadków, sięgnęła do prawa unijnego.

- Sprawa od początku była dla nas trudna dowodowo i precedensowa – przyznaje prokurator Romuald Basiński, rzecznik częstochowskiej prokuratury. – Ale udało się sporządzić akt oskarżenia. Lada moment wpłynie on do sądu.

Agata G. i jej matka, dwie mieszkanki kłobuckiej dzielnicy Brody-Malina, zasiądą na ławie oskarżonych za to, że zabijały psy – nieustaloną liczbę i wprowadzały do obiegu produkt szkodliwy dla zdrowia i życia.

W pierwszym przypadku chodzi o dręczenie i zabijanie zwierząt ze szczególnym okrucieństwem. Agata G. jako świadek zeznała, że wieszała psy na sznurku i dusiła na oczach innych. Jako podejrzana wycofała się z tego i nie przyznaje się do winy, podobnie jak jej matka. Kobiety twierdzą, że szczątki, które policja znalazła na posesji, to zwierzęta padłe, a nie zabite.

Oskarżone nie przyznają się także do wyrabiania tłuszczu z psów. Twierdzą, że robił to ich zmarły przed laty mąż i ojciec – Józef P. Był znany w okolicy, ponieważ był rakarzem, prowadził skup padłych zwierząt i wytwarzał futra. Mimo zleconych przez prokuraturę kilku ekspertyz naukowcy nie byli w stanie oszacować wieku smalcu. Prokuratura z oczywistych powodów musiała umorzyć wątek dotyczący zabijania zwierząt i wyrabiania z nich sadła przez Józefa P. Jego żona i córka odpowiedzą jednak za wprowadzanie do obiegu, czyli sprzedawanie, psiego smalcu w okresie od października 2006 roku do lutego 2009 roku. Prokuratura sięgnęła tutaj do przepisów unijnych i posłużyła się opinią biegłych z Instytutu Biotechnologii Przemysłu Rolno-Spożywczego.

- Pies w naszym kręgu kulturowym nie jest zwierzęciem hodowanym do celów spożywczych, a zatem nie podlega stałej kontroli weterynaryjnej – tłumaczy prokurator Basiński. – Poza tym tłuszcz był wytwarzany w warunkach odbiegających od wymogów sanitarnych. Dlatego mógł być szkodliwy dla zdrowia i życia. Nie ma znaczenia, że kupujący wiedzieli, co nabywają.

Matka Agaty G. przyznała, że po śmierci męża sprzedawała po 20-30 zł psie sadło, które on wytworzył. Jej córka odmówiła składania wyjaśnień w tym temacie. Nie przypomniała sobie także faktu, że w lutym ubiegłego roku sprzedała butelkę smalcu reklamowanego jako psi m.in. dziennikarzowi „Gazety”.

Prokuratura twierdzi, że sprawa miała wymiar edukacyjny nie tylko dla tej instytucji, ale i społeczeństwa.

- Musieliśmy się zmierzyć nie tylko z niehumanitarnym zabijaniem zwierząt, ale i całkiem dla nas nowym zjawiskiem – zabobonem lub medycyną ludową – mówi prokurator Basiński.

Z przebiegu sprawy zadowolona jest Renata Mizera, która przed rokiem kierowała częstochowskim oddziałem Fundacji For Animals. To ta organizacja złożyła doniesienie na policję.

- Doceniam ogrom pracy wykonanej przez prokuraturę, jej determinację i bardzo za to w imieniu krzywdzonych zwierząt dziękuję – mówi Mizera.

Przypomnijmy: w ubiegłym roku sympatyk Fundacji For Animals i dziennikarz „Gazety” podczas prowokacji kupili w kłobuckim gospodarstwie butelkę tłuszczu. Gospodarz i jego 37-letnia żona – jak się potem okazało Agata G. – reklamowali smalec jako psi, dobroczynnie działający na płuca. Organizacja złożyła doniesienie na policję. W pierwszych dniach sierpnia ubiegłego roku na podwórze kłobuckiego gospodarstwa weszli policja, członkowie Fundacji For Animals i lekarz weterynarii. Policjanci znaleźli butelki z tłuszczem nieznanego pochodzenia, kilkadziesiąt zamkniętych psów, psie szczątki koło żywych czworonogów, broń, zakrwawioną odzież, krew w wirówce. Za podwórkiem fotoreporter „Gazety” odkrył kości – najprawdopodobniej psie i końskie – ze śladami po siekierze, wrzucone w stertę gnoju i rozkładające się psy. Przesłuchiwana w charakterze świadka Agata G. przyznała, że na jej podwórzu mordowano psy i robiono z nich smalec. Kilka dni po wizycie w gospodarstwie policjanci zatrzymali kobietę i postawili jej zarzut zabicia ze szczególnym okrucieństwem kilku psów. Kobieta zmieniła wcześniejsze zeznania i nie przyznała się do winy. W połowie września podobne zarzuty usłyszała jej matka. Prokuratura nie mogła włączyć do dowodów przyznania się do winy Agaty G., bo zeznawała wówczas w charakterze świadka, a nie podejrzanej. Prawo nie daje możliwości wykorzystania zeznań świadka przeciwko niemu.

Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa

Wolontariusz – niepotrzebny. Chętny na adopcję – przeszkadza

Utworzony 2010-02-28 w Warto przeczytać przez florida_blue. Ostatnia modyfikacja: 2011-04-30.

Wolontariusz – niepotrzebny. Chętny na adopcję – przeszkadza

Eliza Kwiatkowska
2010-02-24, ostatnia aktualizacja 2010-02-23 17:12

Dlatego lepiej schronisko dla bezdomnych zwierząt zamykać wcześniej. Czy w końcu to się zmieni?

Podejście do wielu spraw trzeba zmienić – uważa wiceprezydent Marcin Biernat, który w tym tygodniu chce porozmawiać z kierownictwem schroniska przy ul. Gilowej. To miasto co roku płaci z budżetu na funkcjonowanie placówki. Jeśli uzna, że pieniądze nie są właściwie wykorzystywane, może wypowiedzieć umowę.

Dobrze, że po raz pierwszy od wielu lat ktoś wreszcie zauważył, że schronisko powinno funkcjonować inaczej. Wprowadzenie zmian będzie co prawda przedsięwzięciem karkołomnym, ale możliwym pod warunkiem prozwierzęcego nastawienia i dużej determinacji nowych władz miasta. Bo prowadzący schronisko częstochowski oddział Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami to organizacja skostniała. A i kierownictwo schroniska niechętne jest wszelkim zmianom, bo one przecież wymagają zaangażowania i pasji. A tego, niestety, od wielu lat nie widzę. Co moim zdaniem działa nie tak?

Po 14 zamknięte

Schroniska, którym zależy na adopcji zwierząt, są otwarte w tygodniu do godz. 16-17, a w soboty i niedziele do godz. 14. Nasze – do godz. 14, w niedziele nieczynne. Dlaczego w innych miastach można, a u nas nie? Powtarzany od lat argument, że nie ma pieniędzy na dodatkowych pracowników, stracił swoją moc rok temu, gdy schronisko dostało od miasta 200 tys. zł rocznie więcej niż dotychczas. Andrzej Stolarczyk, prezes częstochowskiego TOZ-u zobowiązał się wówczas, że otworzy schronisko po południu. Skończyło się na przedłużeniu jedynie w środę. O niedzieli, kiedy ludzie mają najwięcej czasu, zapomniano.

Adopcja? Jestem zajęty

Wielu naszych czytelników od lat sygnalizuje, że pracownicy schroniska pozostawiają osoby, które chcą przygarnąć czworonoga, samym sobie. Brakuje informacji o usposobieniu psa lub kota, nie mówiąc już o zachęcie do adopcji. Wielu odchodzi bez zwierzaka, bo nie jest w stanie podjąć samodzielnie decyzji, którego czworonoga adoptować. Na pomoc pracowników trudno liczyć. Są wyraźnie zniecierpliwieni, że ktoś im przeszkadza w wykonywaniu obowiązków.

 

Znajdźcie nas sami

Miasto powierzyło prowadzenie schroniska organizacji pozarządowej, by ta mogła zdobywać dodatkowe pieniądze wykorzystując swój status. Przez lata wysłuchiwałam od prezesa TOZ-u i kierownictwa schroniska, że miasto daje za mało, że mają długi, że na nic nie starcza. Jednocześnie nie pamiętam, by schronisko zorganizowało w tym czasie jakąkolwiek akcję na rzecz zwierząt. Nawet założenie strony internetowej, dzięki której można teraz prowadzić wirtualne adopcje, spotkało się z oporem. – Po co – pytał prezes Stolarczyk. Schroniska w całym kraju prześcigają się w organizowaniu imprez, koncertów, akcji edukacyjnych, wreszcie zdobywają środki unijne. Nie widziałam nigdy stoiska TOZ-u na żadnej z miejskich imprez, podczas których prezentują się niemal wszystkie organizacje pozarządowe. Nasze schronisko ogranicza się do zbierania 1 procenta, adopcji na odległość, czy sprzedaży kalendarza. I czeka na inicjatywę innych.

Wolontariuszom dziękujemy

Wolontariusze potrzebni są wszędzie, tylko nie u nas, bo to więcej pracy, obowiązków i kłopotów. Kłopotów dla kierownictwa. Mam wrażenie, że prezes TOZ-u w ogóle nie widzi korzyści płynących z obecności wolontariuszy. Korzyści dla zwierząt. Powtarza jedynie pytanie: dlaczego wolontariusze chcą wyłącznie wyprowadzać psy, a nie na przykład sprzątać. Sprzątali niejednokrotnie, ale przecież nie muszą ciągle wyręczać w pracach i tak już licznej załogi schroniska. Niemal we wszystkich schroniskach wolontariusze są mile widziani, wręcz niezbędni, codziennie od świtu do nocy. Nasze schronisko ograniczyło im wizyty do dwóch godzin w tygodniu, a teraz na czas remontu w ogóle zawiesiło.

Nie przyjedziemy

Schronisko ma nie tylko opiekować się bezdomnymi zwierzętami, ale także je wyłapywać. Zgłoszenia o błąkających się psach są przyjmowane, ale doczekanie się na pracowników schroniska graniczy z cudem. Przekonała się o tym niedawno jedna ze szkół podstawowych, do której przybłąkał się pies. Przez lata mieszkańcy zgłaszając interwencję słyszeli: nie przyjedziemy, bo nie mamy czym. W ubiegłym roku schronisko dostało od miasta specjalny samochód. Ale z interwencjami i tak jest problem.

Źródło:

Gazeta Wyborcza Częstochowa

 

schronisko znowu nie chce wolontariuszy

Utworzony 2010-02-23 w Warto przeczytać przez florida_blue. Ostatnia modyfikacja: 2011-04-30.

Schronisko: psy nie powinny spacerować

Eliza Kwiatkowska
2010-02-22, ostatnia aktualizacja 2010-02-22 20:26

Rok temu wolontariuszka Ania zabierała psy na spacer do lasku koło schroniska

Rok temu wolontariuszka Ania zabierała psy na spacer do lasku koło schroniska

Fot. Grzegorz Skowronek / AG

Częstochowskie schronisko dla bezdomnych zwierząt na czas swojego remontu zamknęło drzwi przed wolontariuszami. Podobno dla dobra psów i ludzi. – To krzywda dla czworonogów – ocenia specjalista badający zachowania zwierząt

Schronisko przy ul. Gilowej jest prowadzone przez częstochowski oddział Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Wolontariat działał tam od blisko czterech lat. Powstał mimo oporu kierownictwa schroniska, z inicjatywy ówczesnych działaczek częstochowskiego oddziału Fundacji For Animals (dzisiaj są skupione w organizacji Elpis – Nadzieja dla Zwierząt). Dwa lata temu schronisko, zdecydowane uniezależnić się od organizacji, która wytykała mu błędy, przeprowadziło własny nabór wolontariuszy.

Ich grupa przychodziła na Gilową co sobotę na dwie godziny, by wyprowadzać czworonogi na spacer. Na dłuższe wizyty w weekend lub w tygodniu kierownictwo się nie zgodziło. Wolontariusze byli doświadczeni, sumienni i świetnie zorganizowani. Zwierzaki przyzwyczaiły się do spacerów. Te skończyły się jednak niespodziewanie pod koniec 2009 r., gdy w schronisku rozpoczął się remont.

Miasto przeznaczyło na tę modernizację 2 mln zł. Mają powstać: drugi budynek kwarantanny dla psów, magazyn karmy, podgrzewane boksy szpitalne i pomieszczenia dla szczeniąt, osobny dom dla kotów. Zostaną położone chodniki i zmodernizowane dotychczasowe boksy. Po inwestycji schronisko będzie mogło przyjąć ok. 300 psów; obecnie przebywa ich tam blisko 270 – o połowę więcej niż pozwalają warunki.

Remont potrwa co najmniej do jesieni. W tym czasie wolontariusze nie będą mogli wyprowadzać psów na spacer. – Chodzi nam wyłącznie o bezpieczeństwo ludzi i zwierząt – tłumaczy Andrzej Stolarczyk, prezes częstochowskiego Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami. Przy okazji zapewnia, że spacery zostaną wznowione jak się da najwcześniej, gdy tylko skończą się prace remontowe na placu i ekipy wejdą do budynków.

O jakim bezpieczeństwie mowa? Schronisko twierdzi, że zestresowane zamieszaniem budowlanym zwierzęta mogą być agresywne i płochliwe. Swojej tezy nie sprawdziło jednak w praktyce.

Andrzej Kłosiński, znany specjalista w dziedzinie terapii zachowań zwierząt twierdzi, że schronisko ograniczając spacery zafundowało czworonogom dodatkowy stres: – Nie rozumiem tej decyzji, zwłaszcza jeżeli wolontariusze są doświadczeni i zorganizowani. Prawda, remont jest dla zwierząt ogromnym stresem. Do niego jednak dochodzi kolejny – nagłe pozbawienie spacerów. To krzywda dla zwierząt.

Inne duże schroniska polskie nie zrezygnowały z wolontariatu w czasie modernizacji.

- Współpraca z wolontariuszami niekiedy jest trudna – przyznaje Katarzyna Zalewska ze schroniska w Gdańsku. – Ale już nie wyobrażam sobie schroniska bez nich. Kiedy przeprowadzaliśmy remont, taka pomoc była wręcz niezbędna. Ochotnicy pomagali przy przeprowadzce psów. A długie spacery pozwalają zwierzakom nawiązać kontakt z człowiekiem, nauczyć się pewnych zachowań, co przydaje się potem przy adopcji.

Podobne zdanie ma Agnieszka Wiśniewska, kierowniczka schroniska w Toruniu: – Bez wolontariuszy nie ma schroniska. Przynoszą niezwykłe efekty terapeutyczne. Dobrą współpracę trzeba sobie jednak wypracować.

Wszyscy są zdania, że psy powinny odbywać co najmniej półgodzinne spacery. Dwie godziny w tygodniu, które narzucono częstochowskim wolontariuszom, to zdecydowanie za mało.

- A nawet kompletnie bez sensu – podkreśla Katarzyna Zalewska. – Przez pierwszy kwadrans pies cieszy się wolnością, biega, skacze, szczeka… Dopiero potem zaczyna dostrzegać człowieka i można z nim popracować, np. uczyć go chodzenia na smyczy.

Andrzej Stolarczyk twierdzi dzisiaj, że nie wiedział o wprowadzonych przez kierownictwo schroniska ograniczeniach czasowych dla wolontariuszy w Częstochowie.

Wolontariusze z kolei zapewniają, że prosili schronisko i Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami o wydłużenie czasu spacerów. Bezskutecznie. Interweniowali już magistracie, wspierani przez fundacja Elpis.

Źródło: Gazeta Wyborcza Częstochowa

Nie odprawiajcie wolontariuszy, bo ich stracicie

Utworzony 2009-12-29 w Warto przeczytać przez florida_blue. Ostatnia modyfikacja: 2011-06-21.

Nie odprawiajcie wolontariuszy, bo ich stracicie LINK – GAZETA WYBORCZA

Częstochowskie schronisko dla bezdomnych zwierząt zawiesiło wolontariat. Powód? Modernizacja, na którą wreszcie znalazły się pieniądze w miejskim budżecie.

Wolontariusze, przeważnie młodzi ludzie, przychodzą do schroniska w każdą sobotę. Ich odpowiedzialność i ofiarność może być wzorem dla rówieśników. Wyprowadzają psy na spacery bez względu na pogodę. Dają radość czworonogom zamkniętym w ciasnych boksach. Poza tym zwierzęta uczą się posłuszeństwa, pokonują strach. To w kontekście ewentualnej adopcji ma ogromne znaczenie. Wiem, bo sama adoptowałam psiaka, który przyzwyczaił się do smyczy i ludzi dopiero po kilku latach troskliwej opieki.

 

Nie mam wątpliwości: remont będzie trudnym przedsięwzięciem. Prawie 300 psów i kotów nie da się przenieść w inne miejsce. Dlatego w pierwszej chwili pomyślałam, że w tym zamieszaniu wolontariusze faktycznie mogą przeszkadzać. Po chwili jednak dotarło do mnie, że modernizacja ma trwać do sierpnia. A jak znam życie, się przedłuży. To oznacza, że zwierzęta nie będą wyprowadzane przez blisko rok. Pozbawienie ich tego jest okrutne. Tym bardziej że remont narazi je na ogromny stres wywołany hałasem, zmianami boksów, obecnością obcych ludzi.

Zawieszenie wolontariatu może także spowodować, że doświadczeni współpracownicy już nie wrócą. Po roku trudno będzie odbudować zespół. A przyjęcie nowych osób to kolejne miesiące nauki.

Dlatego z wolontariuszy nie powinno się rezygnować. Zresztą z ich pomocy korzystały podczas remontu schroniska w większych miastach. Tam nikomu nie przyszło do głowy, by ich odprawić.

Trzeba tylko mieć chęci i serce dla zwierząt. I pamiętać, że modernizacja ma służyć właśnie im. Czy kierownictwo naszego schroniska o tym zapomniało?

Źródło:

Gazeta Wyborcza Częstochowa

 


W schronisku już nie myślą, jak związać koniec z końcem

Utworzony 2009-12-29 w Warto przeczytać przez florida_blue. Ostatnia modyfikacja: 2011-06-21.

W schronisku już nie myślą, jak związać koniec z końcem LINK – GAZETA WYBORCZA

Niespodzianek nie było. Przetarg na prowadzenie schroniska dla bezdomnych czworonogów znowu wygrało Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami.

Prowadzi obiekt przy ul. Gilowej już od wielu lat, najpierw na zlecenie zarządu miasta, potem jako organizacja wyłaniana w przetargach. Teraz ma przed sobą kolejny rok. Wprawdzie miasto wspominało o możliwości zawierania umowy na trzy lata, ale ostatecznie zrezygnowało. – Nie pozwala na to ustawa o finansach publicznych – tłumaczy Beata Cichoń, rzeczniczka Urzędu Miasta. – Najprościej ujmując, nie możemy podpisywać umowy na trzy lata, bo nie wiemy, jakie środki będą przeznaczane na utrzymanie schroniska.

W tegorocznym budżecie, po latach zaniedbywania bezdomnych zwierząt, wreszcie znalazły się większe pieniądze. Wprawdzie miasto z roku na rok zwiększało środki na utrzymanie schroniska, ale podwyżki były minimalne. W ubiegłym roku dało 450 tys. zł, a rok wcześniej 425 tys. Musiało to wystarczyć na jedzenie dla zwierząt, wyłapywanie bezdomnych czworonogów, zatrudnienie pracowników, wszystkie opłaty. Pieniędzy brakowało, organizacja zamykała rok długami. W tym roku Towarzystwo miało do dyspozycji aż 200 tys. zł więcej. Co to zmieniło w schronisku?

 

- Mamy większy komfort – mówi kierowniczka Małgorzata Tomżyńska. – Nie brakuje na jedzenie dla zwierząt, a tak się, niestety, zdarzało. Możemy sobie pozwolić na rzeczy, o których wcześniej trzeba było zapomnieć: obróżki, numerki, smycze. Kupiliśmy budy i spory zapas słomy. Przeprowadziliśmy również drobne remonty. Zatrudniliśmy dodatkowego pracownika i przedłużyliśmy godziny otwarcia w jednym dniu w tygodniu. Nie musimy się martwić, jak związać koniec z końcem.

Nie udało się zatrudnić drugiego lekarza weterynarii. – Ale żaden zwierzak nie zostaje bez pomocy. Nawet w weekendy, bo mamy porozumienie z gabinetem, że w nagłych przypadkach dowozimy tam ranne psy, czy koty – mówi Tomżyńska. Zapewnia również, że nikt, kto zechce adoptować psa po południu, nie zostanie odesłany z kwitkiem. – Trzeba się tylko wcześniej umówić telefonicznie – podkreśla.

Są także pieniądze na inwestycje. W tym roku milion złotych, w przyszłym – drugie tyle. Remont właśnie się rozpoczął i potrwa co najmniej do sierpnia przyszłego roku. Mają powstać: drugi budynek kwarantanny dla psów, magazyn karmy, podgrzewane boksy szpitalne i pomieszczenia dla szczeniąt, dom dla kotów. Zostaną położone chodniki i zmodernizowane dotychczasowe boksy. Po inwestycji schronisko będzie mogło przyjąć około 300 psów. Obecnie jest ich około 270, o połowę za dużo.

W przyszłym roku TOZ prawdopodobnie dostanie nieco mniej środków. – Wiemy, że w miejskim budżecie zaplanowano dla schroniska 600 tys. zł – mówi Tomżyńska.

Źródło:

Gazeta Wyborcza Częstochowa

 


Dowód, że akcja….

Utworzony 2009-10-02 w Warto przeczytać przez florida_blue. Ostatnia modyfikacja: 2009-10-02.

Dowód, ze akcja „Zerwijmy łańcuchy” jest potrzebna

Gazeta Wyborcza 03.10.2009 LINK